środa, 5 lipca 2017

O tym jak moja serwetka stała się maminom

Marzyłam o białej serwetce na stól. Po długich poszukiwaniach w końcu znalazłam odpowiedni wzór i zabrałam się do roboty. Jak zwykle nie obyło się bez prucia, bo pomyliła mi się ilość motywów, ale ja już tak chyba mam. ;-) i co ??? Mam!!! Tadam!


To znaczy miałam, bo mojej mamie tak się spodobała, że mi powiedziała, że mogłabym zrobić sobie nową, a tą jej oddać.... Jak zwykle sprawdziło się powiedzenie, że szewc bez butów chodzi.

Pozdrawiam,
Monika.

5 komentarzy:

  1. Piękna, więc się nie dziwię, że ją od razu rozchwytała mama:) pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  2. ślicznie wyszła! gratuluję cierpliwości i talentu :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Najważniejsze, że serce włożone w serwetkę poszło cieszyć dalej innych... Zawsze można zrobić drugą, ale jak Szewc bez butów chodzi, to nie ma rady :):):) Ja też jak ten nieszczęsny szewc.

    OdpowiedzUsuń