środa, 20 sierpnia 2014

Był sobie miś...

... mały, pluszowy miś.
Czasem w życiu człowieka przychodzi taki moment, że dojrzewa do pewnych decyzji, diametralnie  zmienia swoje życie. U mnie ten moment nadszedł niedawno. Na razie jestem jak najbardziej zadowolona z podjętych decyzji. Wypoczęta i zadowolona wstaję rano z łóżka, uśmiecham się do wszystkich ludzi wokół, organizuję sobie co do minuty wolny czas.
Ostatnio postanowiłam zrobić coś, czego do tej pory nigdy nie było mi dane spróbować. Zaprosiłam naszego kremowego misia do wzięcia udziału w sesji "Metamorfozy".
Najpierw miś trafił do "pralkowej" kąpieli w najlepszym i najbardziej pachnącym płynie do prania.

Kolejnym krokiem było zaprojektowanie dla niego odpowiedniego ubranka. Ze starych jeansów (szkoda, że wcześniej nie zrobiłam zdjęcia jak wyglądały) zrobiłam dla niego modną spódniczkę. Poprułam nogawki, zrobiłam przymiarki, z resztki materiału uszyłam szelki. Całość uzupełniły żółte guziki, które znalazłam w moim magicznym pudełku. 

 Tak suszyły się razem:



A tak wygląda misia w całej okazałości:





 Jak Wam się podoba?

Czas zainwestować w nową maszynę do szycia, bo mamina już nie daje rady ;)