poniedziałek, 30 lipca 2012

Jak ja lubię takie poniedziałki...

Dzień minął Bibisiowi (moja córka Maja, tak się ochrzciła, także jak ją ktoś pyta jak się nazywa mówi Bibiś) i mnie bardzo przyjemnie. Najpierw bardzo długie spanie, potem pyszne śniadanko i łobuzowanie na podwórku. Kiedy zmęczony Bibiś w końcu zasnął, a było już dobrze koło 14, ja mogłam zabrać się za tworzenie. Początkowo myślałam, że będę "wycinakować", potem jednak wycinanka wylądowała w koszu, a ja zaczęłam kończyć bukiet, który już wkrótce zobaczycie. Jednoczesne oglądanie "Nietykalnych" (POLECAM), klejenie, składanie, "wstążkowanie", dobieranie koralików sprawia, że Małżon zwykle pyta jak można mieć tak bardzo podzielną uwagę. Jak widać: MOŻNA. Wieczór zakończył 4- osobowy spacer do Buczyny w towarzystwie psa. Teraz wszyscy już śpią, a ja mogę w końcu pokazać kolejny bukiet. Trafił on jako prezent urodzinowy do siostry mojej babci, która od samego początku zachwycała się moimi kwiatami.





4 komentarze:

  1. nie będe cyganić, ale ten bukiet podoba mi sie najbardziej z wszystkich (dosłownie) które zrobiłaś... nie wiem czy to zasługa zdjęć czy o co chodzi ale jest boskiiii

    OdpowiedzUsuń
  2. Mnie też się podobał najbardziej, dopóki nie zobaczyłam tego, który teraz tworzę ;D

    OdpowiedzUsuń
  3. Śliczny i taki dopracowany w każdym szczególe :) To już się nie mogę doczekać, żeby zobaczyć ten, który teraz tworzysz :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Oj to Kasiu będziesz musiała jeszcze poczekać, bo Agnieszka zabroniła mi dodawać kolejne zdjęcia ;D

    OdpowiedzUsuń